Monday, August 19, 1996

.

*

Kiedy mgła nad drogą
skłębiona, tam
zaprowadzi Cię,
gdzie
słowa lekkim
wiatrem docierają
niesione
i twarze skupione
płomień opełga,
przysiądź.
I nie pytaj
o czas i miejsce
tego, który opowiada.

I tak światło
ujrzysz
kiedyś.
I tak będzie jeszcze pora
dla Ciebie,
kiedy
wiedzieć będziesz
tyle dokładnie,
ile teraz.

*

Sunday, August 18, 1996

01. Na początku





Kiedy zamykasz oczy,
coś jeszcze
próbuje przywrócić Cię
rzeczywistości...
Kiedy wszystko w Tobie
do spaceru
wszechdróg gotowe
zawsze jakaś
iskierka troski
Twojego Boga
o Ciebie
każe pamiętać
o tym zakątku, który na powroty takie
przygotowany jest
i czekać będzie
zawsze.

Idziesz więc,
światło tej iskry
przeklinając.

Idziesz i czasem
zatrzymasz się
przy kolejnym
źródełku.

Wszystkie jak dotąd miały
słony smak.

Gdy przychodzi czas,
że idziesz, na
ścieżki żadnej
uwagi ani zamyśleń
nie kierując,
czas biegu
z rozwartymi
ramionami
co
niby przygotowane do
lotu, zawiera
w Tobie krzyk zakrzepły
niemocą,
możesz być już pewien
nocy zapadłej
w mieście, z którego
wyszedłeś i
zapalonych latarni pośród
ulic przepadłych
w zaułkach.
Otwórz wtedy oczy,
bo ostrożny być musisz
w granicy
ciemności przekraczaniu,
bo pamiętać Ci
trzeba, że gdy po raz
drugi będziesz potrafił
je zmrużyć
nie przeszkodzi Ci nikt
i Ty jedynie
będziesz swoim
początkiem.

Idź, dopóki
zdolny będziesz kroki
stawiać.
Potem, gdy
lot lub upadek
odnajdziesz,
spacer Twój
trwać będzie tak
długo
jak Bóg Twój
płakać będzie.

Na początku zawsze
jest huk.
Bo skąd łkanie, to
na końcu?

Saturday, August 17, 1996

02. Niech będzie Światło







Nie wiedziałeś, że
tak się tęskni,
prawda?

Zostawiłeś daleko
nawet tę iskrę,
a teraz co?
Odganiasz się
od mroku
wszystkimi zmysłami.
Twoja Ziemia
jest
odległa od Niego.
Pusta i cicha.
Ty masz
zamieszkać w tej
ciemności.

Biegniesz i krzyczysz,
lecz w końcu
kto może Cię
usłyszeć?

Kiedy budzisz
się mokry
i słaby,
leżysz na ziemi.
Zza gór w oddali
wychyla się słońce.
Nie śmiałeś prosić.
On jednak
dał Ci kilka
godzin światła
w ostatnim podarunku,
jedynym, którego
pragnąłeś
i czasami docenić
potrafisz.

Jeszcze nie myślisz
o powrocie.
Wzywa Cię Ziemia
Odległa.

Cóż, Twoja jest.
Bierz.

Biegniesz
już teraz lekko.

Czy wiesz, że przez
wszystkie połacie
lat
nie zdołałeś Mu
podziękować?

Może nie chciałeś?

Friday, August 16, 1996

03. Supernowa







Rozbłysła,
kiedy odkryłeś
wiele wytłumaczeń,
kiedy zacząłeś
dawać świadectwo,
że Jego nie ma.

Potem wystarczył
już jeden krok.

Nie chciałeś już
tylko Planety.
Tam było o wiele
więcej nieznanego,
a Ty wiedziałeś.
On da Ci światło,
chociaż w Niego nie
wierzysz
i czasem nawet
śmiejesz się z Jego łez.

Morze jest słone,
bo zawiera rozpuszczone
sole mineralne.

Niebo nad Tobą
pieści gwiazdy.

Widzisz je czasem,
gdy nocą
wracając do domu
rozmyślasz
o sprawach elementarnych
i rzeczach boskich,
które, niesłusznie
przypisując
swojemu tutaj istnieniu,
umieszczasz
w książkach i
maszynopisach.

Tak rodzą się plany
sięgnięcia poza
Ziemię.

Poza Boga.

Thursday, August 15, 1996

04. Magellan






Nic nowego
dla Ciebie
w tym locie przez
wszechstworza.

A jednak chłoniesz
wszystko,
co wokół.

Strach,
pustka,
ciemność.

Pamiętać nie chcesz
o swym
pierwszym przybyciu
stąd
tam.
Wiesz już, że On
był kiedyś tylko
tak potężny,
jak
Ty
teraz.
Jeden ze wskaźników
pokazuje
to wyraźnie.

Lecisz tak,
czekając niewiadomej.

On wtedy
łzę ostatnią ociera.

W Tobie zaczyna
się rodzić...
strach?
pustka?
ciemność?

On spogląda w górę
jasno
i z radością
tam, gdzie na
wschodzie
świta pierwszy
księżyc.

Nie widzisz
nic i nie czujesz.

Łzy pierwszej od
wieków,
co rozpacz znaczy
na Twoim policzku
nie znasz
także.

A On wie, że
choć pierwsza,
nie ostatnią
będzie.

Ta łza pozwala
Ci przetrwać.

Wednesday, August 14, 1996

05. Pierwsze lądowanie






Kiedy zniknęła
ciemność
nie mogłeś
myśleć o tym
gdzie jesteś.

Albo dlaczego
On zezwolił Ci
na przetrwanie.

Ważne było
tylko
dotknięcie
nieznanego
i pierwsza próba
oddechu.

Łzy dusiły
w gardle
Twoją radość,
gdy bezpieczny
mogłeś rozejrzeć
się wokół.

Znowu jesteś
sam,
wiesz?

Tuesday, August 13, 1996

06. Oceania






Otacza Cię
solny krajobraz,
gdy idziesz,
niepewnie stawiając
tutaj pierwsze
kroki.

Tam, w oddali
są góry,
żeby tutejsza gwiazda
miała swe schronienie,
z którego wschodzi
i za które zachodzi,
wydobywając za
każdym razem
iskrzące światełka
z półprzeźroczystych
kryształków.

Pokrywają wszystko,
a Ty idąc
wzbudzasz solny
pył.
Przestajesz wierzyć
w swoją teorię
o morzu.

Spoglądając w lewo
albo prawo
dostrzegasz czasami
jakieś cienie
i dałbyś wiele,
żeby ktoś teraz
zapytał:
Gdzie jest teraz
Twój Bóg?”

Oznaczałoby to, że
szuka zagubionych
śladów
swego Pana.
Może poszlibyście razem
na wędrówkę
czy
połów...
Teraz wiesz, że
to tylko wyobrażenie.
Wiesz jak boli,
kiedy chciałoby się
nie wiedzieć
tego, co się poznało.

Kiedy gwiazda
zachodzi,
rozpoznajesz w niej swoje
słońce.
Pod nogami masz
ziemię
zatopioną we łzach.

Nie pytasz ile minęło
czasu,
bo tylko Bóg zna
odpowiedź,
a i On niedokładnie,
więc wolisz się
bać.

Przypomnij sobie,
jak wtedy
szukałeś wody.

Monday, August 12, 1996

07. Jedynie czas będzie świadectwem


.



Wytłumacz mi,
po co chcesz
upadać na kolana?

Czy pamiętasz
jeszcze słowa,
których chciał
nauczyć Cię
Mój syn?

Panie...

Módl się
teraz, żeby
czas, mówić nie
zechciał
za Ciebie.

Panie!

Słowo trwa
w czasie,
którego też
nie będzie.

Sunday, August 11, 1996

08.Modlitwa za Ziemię.






Wznosisz słowa
w wyniesionych ku niebu
dłoniach.

Opuściłeś ją
zadowolony
jak po dobrze
spełnionym
gwałcie.

Bolą Cię teraz
wszystkie
ostrza,
które jej w
ciele pozostawiłeś,
zbrukanym
przez ręce
Twoje.

Więc teraz modlić
się nimi chcesz?

Za nią?

To Ona za Ciebie
mogłaby.
Ty, do Niej
możesz jedynie...

Opuszczasz ręce.

Nie ma miejsca
Gdzie odważyłbyś
się spojrzeć.
Wtedy zaczynasz
słyszeć
śpiewy.

Saturday, August 10, 1996

09. Lament za Atlantis.





Zamykasz oczy.
Jak to?
Nie jesteś tu sam?
Głos
ma czystość róży
zaklętej w
kryształ
i barwę łez
żłobiących policzki.

Klękasz, żeby
w swym ostatnim
lamencie
pocałować Ją na
pożegnanie.

Ktoś, kto bierze
Cię za rękę
pachnie
dawno nieodwiedzanym
miejscem.

Friday, August 9, 1996

10. Komnata.






Zamknęła się nad Tobą
i całym światem
wewnątrz
i zewnątrz.

Więc tutaj jest
Twój Bóg?
- ktoś Cię zapytał
ale tak, że nie mogłeś
odpowiedzieć
ani szeptem,
ani krzykiem
bo łzy
i wstyd
nakazały Ci ciszę
i poszanowanie
tego świętego
miejsca.
Patrzysz wokoło.
Rozglądasz się.

Czy uczyłeś się
kiedyś budować
obraz
zapachem, wspomnieniem
i kroplą?

Teraz lekcja
rozpoczęła się,
żeby nigdy nie
umilknąć.

Idź.
W tym jesteś dobry.

Krok po kroku
zaczynasz
zapadać się
w pamięć
tego, czego się
wyrzekłeś.

Cisza
buduje
schody.

Thursday, August 8, 1996

11. Zmrożone miejsce.





Będziesz
kiedyś
miał
odpoczynek
tam
gdzie
wszystkie
Jego
spojrzenia
strachy
marzenia
i łzy
zbudowały
lodowosłone
światy
bo
taki
teraz
dla
Ciebie
Raj
ma
być
i inny
już
nie
będzie
choć
wyszedłeś
i powracasz
jak
było
zapisane
choć
wiesz
już
to
co
powinieneś
wiedzieć
ten
Raj
taki
tylko
już
będzie
dla
Ciebie
i dla
wszystkich
i dla
Niego.


Mrok gdy tutaj zapada
usypia dzwonienie
światła
w korytarzach lat.