Sunday, August 18, 1996

01. Na początku





Kiedy zamykasz oczy,
coś jeszcze
próbuje przywrócić Cię
rzeczywistości...
Kiedy wszystko w Tobie
do spaceru
wszechdróg gotowe
zawsze jakaś
iskierka troski
Twojego Boga
o Ciebie
każe pamiętać
o tym zakątku, który na powroty takie
przygotowany jest
i czekać będzie
zawsze.

Idziesz więc,
światło tej iskry
przeklinając.

Idziesz i czasem
zatrzymasz się
przy kolejnym
źródełku.

Wszystkie jak dotąd miały
słony smak.

Gdy przychodzi czas,
że idziesz, na
ścieżki żadnej
uwagi ani zamyśleń
nie kierując,
czas biegu
z rozwartymi
ramionami
co
niby przygotowane do
lotu, zawiera
w Tobie krzyk zakrzepły
niemocą,
możesz być już pewien
nocy zapadłej
w mieście, z którego
wyszedłeś i
zapalonych latarni pośród
ulic przepadłych
w zaułkach.
Otwórz wtedy oczy,
bo ostrożny być musisz
w granicy
ciemności przekraczaniu,
bo pamiętać Ci
trzeba, że gdy po raz
drugi będziesz potrafił
je zmrużyć
nie przeszkodzi Ci nikt
i Ty jedynie
będziesz swoim
początkiem.

Idź, dopóki
zdolny będziesz kroki
stawiać.
Potem, gdy
lot lub upadek
odnajdziesz,
spacer Twój
trwać będzie tak
długo
jak Bóg Twój
płakać będzie.

Na początku zawsze
jest huk.
Bo skąd łkanie, to
na końcu?